Remigiusz Kaczmarek

„Czerwony Kapturek”   Dzień Dziecka tuż, tuż lecz często bywa tak, że nieco wcześniej organizowane są różnorakie zabawy dla milusińskich. Zazwyczaj w takiej sytuacji jest to połączone z obchodami Dnia Matki. Właśnie w takiej konwencji łączącej te dwa święta doprowadzono do zorganizowania „mini festynu” dla najmłodszej grupy przedszkolaków uczęszczających do placówki w Sokolnikach Wielkich.

Oczywiście wraz z dziećmi bawili się i ich rodzice, a najistotniejszą częścią tej imprezy było wystawienie widowiska słowno-muzycznego o przygodach „Czerwonego Kapturka”. Przygotowali je rodzice specjalnie z myślą o dzieciach by sprawić im radość i niespodziankę na „Dzień Dziecka”. Już kilka tygodni wcześniej grupa „rodziców - aktorów” chodziła na próby i to w tajemnicy przed swymi pociechami. Wygospodarowywali trochę czasu by ćwiczyć i oswajać się z tekstem. Ich inwencja i zaangażowanie były „duże, więc nie było żadnych problemów z opanowaniem treści czy opracowaniem choreografii sztuki. Wszystko odbywało się pod czujnym okiem s. Barbary, która ma spore doświadczenie w organizowaniu tego typu przedsięwzięć. Przedstawienie zostało przygotowane sprawnie tak by 22 maja b/r odbyła się jego premiera. W czasie spektaklu na scenie pojawiały się wszystkie znane nam tak dobrze postaci.

Był, więc Czerwony Kapturek oraz jej babcia i mama. Oczywiście „straszliwie” zakłapał zębiskami wilk, ale nie trwało to zbyt długo, ponieważ szybko do porządku przywołał go dzielny gajowy. Nad dobrym serduszkiem głównej bohaterki czuwały wszystkie zwierzęta leśne, a wśród nich była wiewiórka, jeżyk i gil. Całą bajeczkę opowiedziała widowni dobra wróżka, która z łagodnym uśmiechem na twarzy stała przyglądając się jak to też widzowie przyjmą tę jej opowieść. Na szczęście jak to w bajkach bywa i ta wersja przygód „Czerwonego Kapturka” skończyła się optymistycznie i radośnie, a wilk w ramach jak to się dzisiaj mówi resocjalizacji resztę swego życia spędzi w stołecznym ZOO. Brawom i oklaskom nie było końca”, co dla występujących było największym podziękowaniem. Uśmiech „od ucha do ucha” znak to nie omylny, że sztuka się podobała tym bardziej, że dzieciom łatwo w uszka wpadały dźwięki piosenek, jakie okraszały to widowisko. Po skończonej sztuce aktorzy się zaprezentowali, a najmłodsze pokolenie przedszkolaczków zgadywało, którzy to rodzice wcielali się w baśniowe postaci.

Po tej artystycznej części imprezy przyszedł czas na inne atrakcje. Były gry, zabawy i konkursy z nagrodami. Zorganizowano trzy punkty: „galeria foto”, „loteryjka” i „złota rybka”. Tu można było wygrać fanty lub namówić rodziców na zakup za symboliczną złotówkę pamiątek.

Oczywiście rodzice sprawili się na medal i przygotowali także słodkości, które po teatralnych przeżyciach wyjątkowo smakowały maluchom i nie tylko im .... Podczas tych radosnych harców widać było, że energia rozpiera całe wesołe towarzystwo. Na szczęście pogoda pokazał swą lepszą część i dzięki temu można było pójść na przy przedszkolny plac zabaw, by w towarzystwie mamy i taty pobawić się na świeżym powietrzu. Jedynym minusem, który podczas takich spotkań się przytrafia jest - upływają bardzo szybko czas. I ta sobotnia swawolna zabawa musiała się i tym razem zakończyć.

Kategoria: