s. Janina Maćkowiak   Urszulanka SJK. Urodziła się na rok przed wybuchem II wojny światowej we wsi Lubocześnica. Wieś ta leży w bezpośredniej bliskości miasteczka Pniewy, co miało bardzo duży wpływ na dalsze jej życie. To właśnie tu w kościele parafialnym p.w. św. Wawrzyńca została ochrzczona i nadano jej dwoje imion: Halina, Janina. Kiedy zaczęła chodzić do szkoły często wstępowała do tego kościoła na krótką modlitwę. Ojciec Roman z racji zawodu (był kolejarzem), pracował w różnych miejscowościach. Mama Helena zajmowała się pracą w domu i wychowywaniem dzieci, których było aż dziesięcioro. Najmłodszą z nich była właśnie Halina - późniejsza siostra Janina. Naukę w Szkole Podstawowej rozpoczynała w rodzinnej wsi, a od V klasy wzwyż uczyła się w Pniewach.

Po ukończeniu podstawowej edukacji podjęła naukę w Liceum Ogólnokształcącym również w Pniewach, którą ukończyła w 1956 roku uzyskując jednocześnie maturę. Jak sama stwierdziła nie należała do wybitnie zdolnych dzieci. Jednak dzięki pilności i sumienności znajdowała się zazwyczaj w czołówce najlepszych uczniów. Po rozpoczęciu nauki w Pniewach codziennie chodziła piechotą pokonując trzy kilometrową odległość polnej drogi. Bywało, że trasę tą przemierzała kilkakrotnie w ciągu dnia. Kiedy zaczynały się wakacje często odwiedzała swoje starsze rodzeństwo, które było już wtedy usamodzielnione. Siostra Janina była bardzo związana ze swoją rodziną uczuciowo. Żegnając się z rodzinnym domem opuszczała go z głębokim wzruszeniem, ale powroty były nadzwyczaj radosne. Bardzo ciepło siostra Janina wspomina cały okres dzieciństwa i atmosferę, jaka panowała w domu. Była to pobożna rodzina, gdzie niedzielne świętowanie nie byłoby możliwe bez udziału we Mszy św. Często się w tym domu modlono, śpiewano i rozmawiano o różnych sprawach dotyczących rodziny. Poruszano również tematy z życia wsi i parafii. Szczególny klimat dla tych rozmów, które trwały do późnych godzin stwarzało siedzenie przy ciepłym piecu bez zapalonych lamp. Chodząc samotnie wspomnianą już polną drogą, aby urozmaicić sobie czas często śpiewała piosenki i nierzadko modliła się. To ta „polna droga” oraz kościół i siostry zakonne, które mijała po drodze do szkoły miały bez wątpienia wpływ na Jej dalsze życie. Wspominając tamte lata przypomina sobie, że chodząc już do siódmej klasy odczuwała pierwsze oznaki do powołania zakonnego. Szczęście miała również w tym, że razem z nią uczęszczały do szkoły jeszcze dwie koleżanki, które miały podobne odczucia i zamiary. W poczuciu koleżeństwa i miłości te trzy dziewczynki mówiły sobie wprost o powołaniu do służby Bogu, lecz nie mogły tego tak od razu zrealizować. Były jeszcze za młode. Dopiero po ukończeniu klasy maturalnej wizja życia zakonnego stawała się coraz bardziej realna. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że w osobie swojej mamy miała olbrzymie wsparcie duchowe, które wspomagało Ją w tej życiowej decyzji. W odczuciu akceptacji ze strony rodziny w dniu 1 lipca 1956 roku bez wahania wstąpiła do klasztoru Urszulanek SJK w Pniewach. Wspólnie z Mamą i siostrą szła tego dnia tą samą polną drogą, ze świadomością, że to była Boża moc. Tak wspomina; „Tego pamiętnego dnia 1 VII 1956 zostałam przez matkę generalną Franciszkę Popiel przyjęta do Zgromadzenia Sióstr Urszulanek SJK w Pniewach. Pragnę też dodać, że w trochę późniejszym terminie przyszły do klasztoru obie moje koleżanki.Lipnica 1956 Zaraz następnego dnia rozpoczęłam w Lipnicy jednomiesięczny kurs katechetyczny, a od września najpierw jako kandydatka, a później jako postulantka przez 2 lata katechizowałam w Łodzi. Następnie otrzymałam szary habit, rozpoczęłam nowicjat, po którym złożyłam śluby czasowe (czystości, ubóstwa i posłuszeństwa). Po kolejnych 3 latach złożyłam śluby wieczyste, czyli te na zawsze. Jestem świadoma wybrania Bożego na tę drogę dla Pana i codziennie za nią dziękuję Bogu i mojej Mamie.” Po złożeniu pierwszych ślubów została skierowana do Warszawy, aby kształcić się w Szkole Pielęgniarskiej prowadzonej także przez zakonnicę Szarytkę, siostrę Wandę Żurawską.

 Praktyki zawodowe odbywała wraz z współsiostrami w różnych szpitalach na oddziałach, których Warszawa 1959/1961ordynatorzy zgadzali się na przyjęcie zakonnic do pomocy w pracy. Po ukończeniu tej szkoły s. Janina otrzymała dyplom pielęgniarski. Dyplom ten był niezbędny do prowadzenia Domu Pomocy Społecznej dla dzieci w Sieradzu. Tam na przełomie lat 1961/1962r otwarto Zakład Leczniczo-Wychowawczy „Caritas” dla dzieci epileptycznych i z głębokim upośledzeniem umysłowym. Podjęta praca okazała się być trudną, wymagającą wiele poświęcenia i ogromnej ofiarności. Jak sama wspomina; ”Moja polna ścieżka zamieniła się na kolejną wydeptywaną ścieżkę tym razem od łóżka do łóżka chorych dzieci. W wielu sytuacjach trzeba było wspierać radą i modlitwą rodziców, którzy odwiedzali swoje dzieci.” W Sieradzu s. Janina pracowała przez 23 lata. Pozostawiła w tym miejscu lwią część swego serca, potu i zaangażowania w pracę. W międzyczasie ukończyła studia teologiczne na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. W 1984 roku skierowana została do Częstochowy. Była to dla niej zupełnie inna praca, która polegała na obsłudze pielgrzymów przybywających na Jasną Górę. Posługa ta wymagała, bycia w ciągłej gotowości zarówno w dzień jak i w nocy. „Przecież pielgrzymi przyjeżdżali i nadal docierają o różnych godzinach by odwiedzić swą Matkę” wspomina dodając „Cenię sobie bardzo te 6 lat bliskości Matki Bożej i pracy dla Niej”. Po sześciu latach, w roku 1990 s. Janina przyjechała do Sokolnik Wielkich by objąć tu tę urszulańską placówkę. Sprawa tego domu była wtedy bardzo trudną, a siostra w wyniku następujących po sobie wydarzeń miała w zasadzie za zadanie zlikwidować tą placówkę. Kiedy w ostatnią niedzielę grudnia 1990 roku ówczesna matka generalna Urszula Frankiewicz powiadomiła po Mszy św. zebranych o odejściu zakonnic mieszkańcy natychmiast zwrócili się z prośbą, by siostry pozostawić. Wszyscy, bowiem ogromnie cenili sobie ich obecność, a przede wszystkim korzystali z możliwości, jakie daje istniejąca i działająca kaplica. Również na miejscu był w każdej chwili do dyspozycji ks. kapelan. Jak wspominają ludzie „Na niedzielnej mszy prawie cały parter domu stawał się kaplicą - modliliśmy się wszędzie nawet w zakrystii i salce katechetycznej oraz na korytarzu”. W styczniu 1991r. powstał Społeczny Komitet Budowy Kaplicy w skład, którego weszło piętnaście osób. Odbyły się również rozmowy z proboszczem z Kaźmierza ks. Lucjanem Rondudą. W końcu wspólnie podjęto decyzję o budowie nowego domu i kaplicy na działce należącej do Urszulanek. Mieszkańcy wiosek: Sokolniki Wielkie i Sokolniki Małe, Komorowa i Wierzchaczewa zobowiązali się do służenia pomocą przy tej inwestycji, a koordynatorem i główną szefową została s. Janina, która, ze względu na załatwianie różnych spraw, musiała wyrobić sobie prawo jazdy, o czym nigdy wcześniej nie marzyła. Swym „maluszkiem” jeździła wszędzie gdzie było możliwe, aby tylko cokolwiek załatwić na potrzeby tej budowy. To właśnie przy okazji takich wizyt miałem okazję w połowie lat 90-ych osobiście poznać s. Janinę. Utworzony komitet miał za zadanie pracować nad dokumentacją i pomóc w zdobywaniu funduszy. Jak wspomina siostra „Pierwsze wpłaty na konto dokonane były przez członków komitetu oraz ze zbiórki od mieszkańców. Pragnę zaznaczyć, że zaangażowanie ludzi było bardzo duże. Przychodzili oni chętnie do prac porządkowych, wykopów, rozładunków, służyli w dużym stopniu swoim transportem i przede wszystkim swoim czasem. Ta ich pomoc była ogromnie ważna. Mogłam dzięki temu odbyć sporo wyjazdów z prośbą o finansową pomoc i wsparcie do różnych firm i przedsiębiorstw jak również do osób znajomych tu na miejscu, w kraju i za granicą. Pamiętam nawet wizytę w Belwederze. Pojechaliśmy tam we czwórkę tj. panowie Ryszard Hartwich i Stanisław Kłos oraz ja i nasz kapelan ks. Józef Wojda. Dzięki kapelanowi prezydenta, którym był ks. prałat Franciszek Cybula mogliśmy za jego pośrednictwem przedstawić naszą prośbę. Prezydent Lech Wałęsa otrzymał naszą petycję i pomoc nadeszła”. Dużą rolę odegrały organizowane przez siostrę Janinę wspólnie z bardzo zaangażowaną panią Teresą Kubiaczyk tzw. „Loterie fantowe”. Były one przeprowadzane w parafiach całego kraju. Po wcześniejszym umówieniu się z proboszczami już rankiem jeszcze przed pierwszą niedzielną Mszą św. rozkładano loteryjny „kram”, a podczas tych mszy s. Janina osobiście zachęcała ludzi do wsparcia tej budowy. Początek lat dziewięćdziesiątych przyniósł także zmianę w kwestii prowadzenia przedszkola w Sokolnikach Wielkich. Władze PGR-u, który zarządzał przedszkolem musiały zlikwidować je ze względów ekonomicznych. Wówczas pomocną dłoń wyciągnęła s. Janina i dzieci przedszkolne ponownie zaczęły gromadzić się w Urszulańskim domu. Także dzięki życzliwości władz PGR, siostry otrzymały bezpłatnie całe wyposażenie przedszkola by zapewnić dzieciom opiekę. I tak 3 IX 1991r. ks. proboszcz Lucjan Ronduda odprawił mszę św. w intencji przedszkolaków i ich rodziców oraz poświęcił pomieszczenia przedszkola. Podobna uroczystość miała miejsce niespełna cztery lata później. Dzięki zaangażowaniu i determinacji s. Janiny i osób Ją wspomagających we wrześniu 1995 r. odbyła się uroczystość poświęcenia nowego domu i nowego przedszkola przez nowego ks. proboszcza Zdzisława Potrawiaka, który zmienił swego poprzednika na tym stanowisku. Celebra odbyła się z udziałem matki generalnej Jolanty Olech, sióstr przełożonych, sióstr z okolicznych domów, pana wójta Wiesława Włodarczaka i władz Gminy Kaźmierz oraz innych zaproszonych gości w osobach sponsorów, darczyńców, budowlańców oraz mieszkańców wiosek. Widać było olbrzymie wzruszenie na twarzy siostry Janiny, co sama zresztą otwarcie przyznaje w rozmowach. Mimo, iż całość nie została do końca wykonana to w niewykończonej kaplicy od pierwszej niedzieli Adwentu 1995 roku ludzie gromadzili się na wspólnej modlitwie. Potem stopniowo postępowały prace wykończeniowe kaplicy. Uroczystego jej poświęcenia dokonał ks. Arcybiskup Metropolita Poznański Juliusz Paetz w dniu 21 czerwca 1997 roku. Nie szczędził s. Janinie słów pochwały osobiście jak również Zgromadzeniu i tutejszym mieszkańcom. Dzisiaj, kiedy mam okazję z Nią rozmawiać kolejny raz utwierdza mnie w przekonaniu, że ta praca była potrzebna i że Ona dziękuje Opatrzności za dar tej pracy i za pomoc, jaką otrzymywała każdego dnia – nawet w momentach, kiedy wydawało się, że już koniec i że nic więcej nie da się zrobić by budowę dokończyć. Zawsze na swej drodze znajdowała przychylnych ludzi, którzy Ją wspierali. Bardzo sobie ceni tą pomoc nawet teraz kiedy minęło już dziesięć lat od czasu Jej wyjazdu z Sokolnik.Sokolniki Wielkie 1999 Wspomina s. Janina „Mój pobyt w Sokolnikach przewidywany był tylko na rok, ale z niezmierzonych wyroków Opatrzności Bożej trwał aż 9 lat. W sierpniu 1999 r. chciałam niepostrzeżenie wyjechać na nową placówkę, ale w dniu wyjazdu okazało się, że ks. Lucjan Ronduda, zastępujący naszego kapelana ks. Dionizego, odprawił Mszę Świętą dziękczynną przy licznym udziale ludzi. Po słowach podziękowań i pożegnań wyjechałam do Otorowa”. Dalsze dzieje siostry Janiny były związane z Otorowem. Po kolejnych ośmiu latach Zgromadzenie poprosiło Ją o pomoc i pracę w Poznaniu w domu przy działającej Jadłodajni „Caritas”, prowadzonej przez Urszulanki. Z końcem sierpnia br. siostra Janina kolejny raz podjęła się nowych wyzwań. Tym razem związała się pracą w Wyższym Seminarium Duchownym dla diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej w Gościkowie k/Świebodzina. Mieści się ono w pięknym pocysterskim zespole klasztornym w Paradyżu. W nowej pracy wypada życzyć siostrze Janinie wielu sukcesów i spełnienia. Sadzę jednocześnie, że będę wyrazicielem odczuć wielu mieszkańców, z którymi miałem okazję rozmawiać i podziękuję w ich imieniu siostrze Janinie za tę ogromną pracę i zaangażowanie jakie pozostawiła tu na kaźmierskiej ziemi w Sokolnikach Wielkich. Jej wysiłek, który zwieńczył pracę i wsparcie wielu, wielu ludzi dobrej woli pozostanie tu na długie lata w materialnej postaci kaplicy, przedszkola i urszulańskiego domu, służąc jednocześnie następnym pokoleniom. DZIĘKUJEMY

R.Kaczmarek