Remigiusz Kaczmarek

Piknik nad Notecią    Spływy kajakowe w Polsce cieszą się coraz większą popularnością. Baza wodniacka ciągle na szczęście jest rozbudowywana i coraz częściej, zamiast na Mazury, na kajaki jeździć możemy również na mniej znane rzeki lub też takie, które są nieco bliżej usytuowane względem naszego miejsca zamieszkania. Idąc tym tropem chcialby przybliżyć naszym czytelnikom atmosferę, jaka panowała podczas „Pikniku nad rzeką”, który odbył się 7 lipca 2012 r., w Czarnkowie nad “Notecią”. Miał on charakter właśnie wodnej zabawy i stał się okazją do rodzinnego spędzenia czasu przez mieszkańców naszej społeczności.

Piknik zostal zorganizowany w ramach wypoczynku, jaki przygotowała s. Beata dla dzieci związanych z działanością świetlicy “Przystań u Anioła” w Sokolnikach Wielkich. Pomysł jego zorganizowania podsunęło samo życie; jak stwierdziła organizatorka. Rodzice ostatniego dnia pobytu swych pociech na wypoczynku w Gębicach po prostu przyjechali po nie sami dzięki czemu stworzyła sie grupa około siedemdziesięciu osób, które w ten sposób spędziły ze sobą jeszcze kilka radosnych godzin. Przy pięknej pogodzie w scenerii nowoczesnej zabudowy przystani wodnej oraz piękna otaczającej przyrody piknik miał w sobie coś z atmosfery luzu nadmorskiej miejscowości. Miał też odrobinę klimatu podróży ponieważ ta nowa marina rzeczna jest odwiedzana coraz chętniej przez “brać żeglarką” oraz ludzi lubiących wodną przygodę. Miło było pływać kajakiem i zdać się na atrakcje, jakie szykuje wodniakom sama rzeka. Zakola wodne, nurt rzeki oraz bujna roślinność okalających ją zarośli wprowadzały atmosferę tajemniczości. Natomiast plusk wiosel odbijanych w nurcie rzecznym albo niespodziewane popisy ptactwa wodnego, jakie zamieszkują brzegi Noteci to dodatek do wrażeń dla tych, którzy odważyli się wsiąść do kajaku. Dzieci, które pływały pod okiem swych rodziców z radością wymieniały się co chwila pomiędzy sobą. Ochoczo chwytały za wiosła, by nauczyć się jak dzięki nim sterować tą niewielką “łupinką” bujającą się na wodnej fali. Po takim wysiłku grillowaną kiełbaskę lepiej się pałaszowało a kawa nabrala jeszcze lepszych walorow smakowych. Bardzo malo było typowych “szczurów lądowych”, którzy nie zechcieli skorzystać z uroków kajakowego szaleństwa. Jednak i oni mieli okazje pobawić się lub pograć sobie w gry na świeżym powietrzu. Oczywiście na zakończenie zabawy musiało zostać wykonane wspólne zdjęcie. Niektórzy szczęśliwcy wykonali je sobie razem z bosmanem, który dowodzi na tej czarnkowskiej marinie. Kończąc ten artykuł po prostu nie wypada mi jak tylko zawołać “A hoj” kajakarze – do następnej przygody!

Foto: H. Kaczmarek

Kategoria: